Ogromna większość z was ma mnóstwo pomysłów na to jak wykorzystać nowoczesne technologie na zajęciach, a nawet jak przeprowadzić całe zajęcia bez kserówek, podręczników, używając tylko i wyłącznie tabletów, tablic interaktywnych oraz aplikacji.

Dzisiaj chciałam się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście nowoczesne technologie są niezbędnym narzędziem  w nauce języków obcych.

Do napisania tego wpisu zainspirowały mnie rozmowa z koleżanką, która jest absolutną fanką alternatywnych rozwiązań edukacyjnych (niekoniecznie technologicznych) oraz kiążka dr Marzeny Żylińskiej ‘Neurodydaktyka’, w której autorka wprowadza pojęcia Cyfrowy Tubylec oraz Cyfrowy Imigrant.

Myślę, że zanim ślepo zaczniemy podążać w stronę jak największego użycia technologii na zajęciach, powinniśmy się zastanowić kim tak naprawdę są nasi uczniowie – Cyfrowymi Imigrantami, czy Cyfrowymi Tubylcami, a co się z tym wiąże –  do którego pokolenia należą.

Cyfrowi Tubylcy i Cyfrowi Imigranci

Pokolenie Z, czyli osoby urodzone mniej więcej w latach 1996 – 2009 są tzw. Cyfrowymi Tubylcami. Nowoczesne technologie to ich naturalne środowisko, ponieważ mają z nimi styczność praktycznie od zawsze. Myślę, że na zajęciach z Cyfrowymi Tubylcami nigdy lub bardzo rzadko mieliście problem z wprowadzeniem nowoczesnych technologii. Ich umysły są już tak zaprogramowane na użycie technologii, że nawet odważę się powiedzieć, że zajęcia bez użycia tabletu, interaktywnej gry czy aplikacji nie mają żadnego sensu.

Pokolenia X i Y, czyli osoby urodzone mniej więcej w latach 1964 – 1996 są Cyfrowymi Imigrantami. Wychowali się bez dostępu do sieci, ale rozwój techniki wymusił na nich adaptację do warunków, czyli powoli musieli przystosować się do korzytania z nowoczesnych technologii. Trzeba pamiętać, że ich użycie nie jest dla Cyfrowych Imigrantów czymś naturalnym i bardzo często traktują oni je bardziej jako przymus niż wybór. Jeśli rozważymy to pod kątem uczenia się języków obcych, użycie nowoczesnych technologii przez nauczyciela bardzo często może być dla nich bardziej zabawą i stratą czasu, niż metodą na naukę. Na pewno w swojej karierze mieliście przypadki, kiedy byliście podekscytowani, bo przygotowaliście super nowoczesną lekcję dla swoich kursantów, po czym okazało się, że wpatrywali się w was jak przysłowiowe cielę w malowane wrota.

Warto czy nie warto wprowadzać technologie?

Cyfrowi Tubylcy – warto, a nawet trzeba. Są to zwykle lekcje z dziećmi i młodzieżą, więc ich umysły są już “zaprogramowane” w taki sposób

Cyfrowi Imigranci. Są przyzwyczajeni do konkretnego stylu nauki. Większość (nie uogólniam, oczywiście są wykątki!) z nich nie widzi wartości w zajęciach bez kserówek i są szczęśliwi, kiedy moga sobie coś zanotować w zeszycie lub zrobić ćwiczenie na papierze przy użyciu tylko długopisu. I nie jest to nic złego, bo czyż nie najważniejsza w nauce jest motywacja? Dodajmy do tego kreatywnego nauczyciela, który z kartki papieru, podręcznika i ołówka potrafi wyczarować fantastyczne zajęcia i mamy przepis na sukces.

Mimo wszystko, myślę, że jednak warto wprowadzać choć trochę technologii na zajęciach z pokoleniem X i Y, choćby po to, żeby stymulować umysł i zaskakiwać uczniów czasami. Ale zamiast od razu szykować całą lekcję opartą o najnowsze technologie, warto najpierw przemycić je jako coś dodatkowego, np. jako powtórkę słownictwa, rozgrzewki, lekcje kulturowe. Rzecz najważniejsza – pamiętajcie, żeby przemycić to jako ćwiczenie, a nie zabawę. Jeśli wprowadzamy już technologie cyfrowym imigrantom, to niech rzeczywiście mają one sens, czyli upewnijmy sie, że są to ćwiczenia, z których kursant widzi dokładnie czego się nauczył.

Oczywiście, nie chcialabym tutaj uogolniac, bo wiem, że sa tacy kursanci, a nawet całe grupy cyfrowych imigrantów, które uwielbiają lekcje z użyciem technologii. Jeśli macie takie w swoim grafiku, korzystajcie z tego 🙂

A ja?

Jeśli chodzi o mnie ja sama jestem Cyfroym Imigrantem z pokolenia Y i większość moich kursantów też, więc stosuję zasadę minimalizmu jeśli chodzi o technologie i zawsze przynosi to efekty. Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że technologia jest przyszłością i jednak staram się chociaż coraz częściej wprowadzić coś innego. Do tego zawsze zachęcam ich do korzystania z róznych aplikacji w domu w ramach powtórek. Tym  sposobem powoli, ale skutecznie coraz większa liczba moich kursantów przekonuje się do takich sposobów nauki. A ja sama również odkryłam nieocenione efekty aplikacji na telefon ucząc się języka włoskiego 🙂